Fot. Miłosz Budzyński
opis
W 1827 roku Franz Schubert skomponował cykl pieśni Podróż zimowa (niem. Winterreise) do poezji Wilhelma Müllera. W 1994 roku Stanisław Barańczak opublikował tom wierszy Podróż zimowa do muzyki Franza Schuberta. Wiersze te nie stanowią bezpośredniego tłumaczenia oryginalnych tekstów, ale są przeniesieniem tytułowej i metaforycznej Podróży do realiów współczesności. W przedstawieniu wykorzystane zostaną wiersze z tego właśnie zbioru.
Spektakl w wykonaniu naszych artystów będzie dla Widzów emocjonalnie angażującą poetycką podróżą, niejako zatrzymaniem w czasie, skłaniając do refleksji nad przemijaniem i kondycją ludzką w XXI wieku; widowiskiem przybliżającym odbiorcy gatunek pieśni romantycznej i będący wyrazem partnerstwa scenicznego śpiewaka z pianistą – prezentacją ścisłego i intymnego zespolenia muzyki ze słowem, które jest fundamentem zarówno dzieła Franciszka Schuberta, jak i wierszy Stanisława Barańczaka.
Wykonawcami będą: bas-baryton Janusz Żak oraz pianistka Rozalia Kierc.
Osamotnienie głównego bohatera – Podróżnika – ukazane jest w świecie społecznej izolacji, bezdusznej korporacyjności i emocjonalnego chłodu. Towarzyszy mu jedynie muzyka w postaci fortepianu oraz pianistki – Białości – biorącej udział w akcji scenicznej, niczym widmo relacji Podróżnika z drugim człowiekiem, jego światem wewnętrznym i wspomnieniami.
Spektakl będzie dla Melomanów znakomitą okazją, by zapoznać się z arcydziełem romantycznej liryki wokalnej, a dla nas idealnym momentem, by zaprezentować polską twórczość poetycką w innowacyjnej formie spektaklu muzycznego z zastosowaniem technik multimedialnych.
Schubertowska „Winterreise” w połączeniu z poezją Barańczaka staje się w Operze Nova opowieścią o człowieku XXI wieku - zagubionym, przeciążonym, poszukującym sensu. Janusz Żak i Rozalia Kierc stworzyli spektakl, który przekracza ramy recitalu i przenosi pieśni w przestrzeń korporacyjnej codzienności. W rozmowie z nami zdradzają, jak rodził się niezwykły duet Podróżnika i Białości, czego nauczyła ich praca nad tym materiałem i jaką podróż chcą Państwu zaproponować. Premiera „Podróży zimowej” na naszej scenie kameralnej odbyła się 4 grudnia.
Fot. Justyna Narewska
Kto kogo zainspirował do tego, by przenieść na scenę „Podróż zimową” z tekstami poetyckimi Stanisława Barańczaka do muzyki Schuberta - śpiewak pianistkę czy pianistka śpiewaka operowego?
Rozalia Kierc: W zeszłym roku podczas Festiwalu „Muzyka w Willi Blumwego” w Operze Nova wystąpiliśmy wspólnie z recitalem „Ależ tak, pamiętam…”, poświęconym Czesławowi Miłoszowi. Po tym koncercie zaczęliśmy rozmawiać o pomyśle zainscenizowania cyklu „Podróż zimowa” i od tego momentu wiedzieliśmy oboje, że zrobimy wszystko, aby przenieść „Podróż zimową” na scenę. Marzyłam o tym od ponad dekady. Od czasów liceum mam niemal obsesję na punkcie wierszy Barańczaka – ten spektakl jest spełnieniem moich artystycznych marzeń.
Janusz Żak: Połączyliśmy muzykę Schuberta z doskonałymi tekstami Barańczaka oraz naszą ogromną potrzebą, by wyjść poza tradycyjną formę recitalu i stworzyć teatr pieśni. W tym spektaklu puszczamy wodze wyobraźni, korzystając z wielu skojarzeń i odwołań. Przy realizacji spektaklu poprosiliśmy o pomoc świetnych twórców: kostiumy zaprojektowała Martyna Kander, choreografią zajęła się solistka Baletu Opery Nova Angelika Wojciechowska, projekcje multimedialne przygotowała Rozalia z pomocą Justyny Narewskiej, za efekty dźwiękowe odpowiada Agnieszka Ciarkowska z operowej pracowni akustyków, oświetli nas natomiast Krzysztof Forgiel. Mamy ogromną pomoc Działu Technicznego oraz asystentki reżysera Doroty Borowicz - możemy wykorzystać potencjał sceny i dać równocześnie impuls do częstszej obecności kameralnych form teatralno-muzycznych w Operze Nova.
Dodajmy, że Rozalia jest również autorką oficjalnego plakatu, zapowiadającego bydgoską premierę „Podróży zimowej”.
Rozalia Kierc: Mam to szczęście, że jestem też grafikiem, więc mogę przygotowywać materiały wizualne do własnych projektów. W mojej wyobraźni połączenie muzyka-obraz jest bardzo silne i przychodzi mi naturalnie. Plakat do „Podróży” jest dość dosłowny, przedstawia rozdarcie protagonisty między dwoma światami, a zgniecenia świadczą o „zmęczeniu materiału”. Chciałam, aby plakat wyglądał jak okładka dobrej książki.
Wasza „Podróż zimowa” rozgrywa się w przestrzeni biurowej XXI wieku. Czy taka korporacyjna sceneria okazała się naturalnym środowiskiem dla tekstów Barańczaka?
Janusz Żak: Tak, ponieważ te teksty są bardzo mocno zakorzenione w rzeczywistości współczesnej Barańczakowi i mimo, że powstały 30 lat temu, nadal brzmią aktualnie. Mówią o zagubieniu człowieka w natłoku obowiązków i w świecie nieustannie bombardującym nas informacjami. Biurowa sceneria okazała się ciekawym przeniesieniem tej metaforycznej „utraty drogi w śniegach” do współczesnego „zagubienia w szumie XXI wieku”.
Rozalia Kierc: Korporacyjność daje tu metaforę zniewolenia, w które człowiek próbuje się wpasować. Barańczak pisze właśnie o tym: o duszy uwięzionej w rzeczywistości pełnej konfliktów, korupcji, nawet o kryzysie klimatycznym. Jego wiersze - napisane trzy dekady wcześniej są boleśnie aktualne. Muzyka Schuberta jest ponadczasowa, wiersze również, dlatego to połączenie działa.
W spektaklu nie prezentujecie recitalu, lecz teatr pieśni. Jako pianistka, wcielasz się jednocześnie w rolę sceniczną Białości. Kim lub czym jest ta postać?
Rozalia Kierc: Inspiracją była nowela Jona Fossego „Białość”. U Fossego Białość symbolizuje śmierć – chłód, który stopniowo odbiera człowiekowi życiowe funkcje. My ujęliśmy to bardziej metaforycznie: Białość jest pokusą wolności, pragnieniem nieograniczoności. Początkowo moja postać przypomina oziębłą szefową, która zniewala Podróżnika. Ale w trakcie spektaklu zarówno Podróżnik, jak i Białość przechodzą przemianę. Ich prawdziwe oblicza ujawniają się dopiero w drugiej części spektaklu.
Jak odnajdujesz się w podwójnej roli muzyczki i bohaterki scenicznej?
Rozalia Kierc: To właściwie rola potrójna, poczwórna…, bo każde z nas przyjmuje na siebie liczne zadania, których nie spotyka się w tradycyjnym ujęciu współpracy wokalista–pianista. I to jest cudowne! Ekspresja przez muzykę to tylko część tego, co chciałam robić jako artystka. W tym spektaklu mogę realizować marzenie: współtworzyć teatr pieśni z bliskim przyjacielem, bez wstydu, bez ograniczeń typowych dla tradycyjnego modelu współpracy wokalista–pianista.
Fot. Justyna Narewska
A fortepian? Jest towarzyszem, przeciwnikiem Podróżnika, czy może narratorem jego losu?
Janusz Żak: Muzyka prowadzi tę wędrówkę do przodu, jakby cała podróż była zapisana w nutach. W tym sensie Białość jest kimś na kształt losu: siły, która zna kroki Podróżnika wcześniej niż on sam.
Rozalia Kierc: Białość jest nieunikniona.
Janusz Żak: Tak – absolutnie nieunikniona.
Rozalia Kierc: A jeśli chodzi o fortepian – na początku spektaklu jest narzędziem pracy, jak komputer. Później staje się przedłużeniem mnie. Odczłowieczam się, a muzyka staje się moją ekspresją.
Podróżnik to również złożona rola. Jak ją budujesz?
Janusz Żak: Chciałbym, by Podróżnik był postacią, w której widz może się przejrzeć. To „everyman”, którego przeżycia – choć bardzo osobiste – są uniwersalne. Każdy zinterpretuje teksty Barańczaka po swojemu, ale wszyscy jesteśmy w jakiejś wędrówce przez świat, który bywa nieprzychylny. Mam nadzieję, że widzowie będą Podróżnikowi kibicować.
Czy jest pieśń, którą wskazalibyście jako emocjonalny rdzeń spektaklu?
Rozalia Kierc: Największą siłą cyklu jest proces, nie punkt kulminacyjny. Tu nie chodzi o moment, lecz o ciągłość. Te pieśni są jak nieustanna droga. Choć mam swoją ulubioną pieśń - siódmą, „Fałszerza”. Mogłabym grać ją 30 razy pod rząd.
Janusz Żak: Ta pieśń pokazuje poczucie zawodu, które towarzyszy bohaterowi od samego początku. I choć cykl jest poważny, ma w sobie trochę subtelnego dowcipu. „Fałszerz” w lekko ironiczny sposób odsłania ogrom codziennych ludzkich zmagań.
Fot. Justyna Narewska
Jakie najważniejsze odkrycie przyniosła Wam praca nad tym spektaklem?
Janusz Żak: Wokół „Winterreise” narósł mit, że to materiał dla dojrzałych wykonawców – rodzaj rozliczenia z życiem. A przecież Schubert napisał go, nie mając trzydziestu lat. Zrozumieliśmy, że nie ma sensu czekać. To materiał, który będzie z nami wzrastał. To nasza pierwsza „Podróż”, ale na pewno nie ostatnia.
Rozalia Kierc: Przy tym spektaklu odkryłam, na jak głęboki poziom współpracy można wejść. Rzadko pracuje się w sposób, w którym koncepcje rodzą się niemal równocześnie, bez potrzeby dopowiadania. Ta bliskość twórcza, produkcyjna i choreograficzna jest dla mnie czymś niezwykłym. Uczę się też reżyserii – w bardzo kameralnym formacie, ale jednak. W tym spektaklu wszystko jest interakcją, nic nie dzieje się osobno.
Jakich emocji chcielibyście dostarczyć widzom?
Janusz Żak: Proponujemy widzom podróż w głąb siebie. Posługując się metaforą lustra – bohaterowie przeglądają się w sobie, a widz w nich. Chcielibyśmy, by widzowie poczuli, że w swojej własnej podróży nie są sami.
Rozalia Kierc: Staramy się romantyzować codzienność, pokazać, że nawet „estetyka brzydoty” może stać się czymś pięknym. Podróżnik jest każdym z nas – zwykłym człowiekiem. Dodamy też kilka lokalnych akcentów. Chcemy pokazać, że ta szarość, ta zima u progu, potrafi być piękna.
Wspomnieliście o lokalnych akcentach…
Rozalia Kierc: Jest jedna pieśń, która będzie mrugnięciem okiem do bydgoskiej publiczności. Ta „Podróż” nie dzieje się na Antarktydzie — może być trzema przystankami tramwajowymi.
Janusz Żak: Albo podróżą w fotelu biurowym…
Rozalia Kierc: Podróżą windą…
Janusz Żak: Podróż ma wiele znaczeń.
Rozalia Kierc: A jej cel nie jest najważniejszy.
Fot. Justyna Narewska
„Najgorsze w tej zimie jest to, że zawsze noszę ją ze sobą”. „Podróż zimowa” to bardziej historia o samotności czy o poszukiwaniu kontaktu?
Janusz Żak: Zdecydowanie o poszukiwaniu kontaktu. Samotność może mieć wiele znaczeń.
Rozalia Kierc: Mam wrażenie, że Podróżnik chętnie pozbyłby się swojej szefowej (śmiech). A na poważnie: Barańczak pokazuje pewien sentyment do samotności. To samotność rozumiana jako bycie ze swoimi myślami, a nie z myślami narzuconymi. Podróżnik tęskni za byciem z dala od zgiełku.
Janusz Żak: A jak sobie z tym radzi – to już inna kwestia…
Rozalia Kierc: Raz lepiej, raz gorzej – częściej gorzej. Ale bardzo pragnie poznać siebie poza pracą, która zdominowała jego tożsamość.
Janusz Żak: I to jest piękne w twórczości Barańczaka: im głębiej w nią wchodzimy, tym więcej odkrywamy.
Jak zaprosilibyście Publiczność na premierę „Podróży zimowej” w Operze Nova?
Janusz Żak: Zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby doświadczyć formy wciąż rzadko spotykanej – teatru pieśni. To intymne spotkanie z muzyką, poezją i podróżą od romantyzmu do współczesności.
Rozalia Kierc: I możemy zagwarantować jedno: będzie to spektakl innowacyjny. Włożyliśmy w niego swoje serca. Każdy widz wyjdzie z własną, niepowtarzalną konkluzją. Każda będzie dobra. To materiał tak uniwersalny, że ma potencjał, by poruszyć każdego. Zapraszamy serdecznie!
Rozmawiała Justyna Tota, Opera Nova w Bydgoszczy
Fot. Miłosz Budzyński

Już teraz można zaplanować wizytę w Operze Nova w nowym sezonie! W kasie Opery Nova oraz online rozpoczęliśmy sprzedaż biletów na repertuarowe spektakle we wrześniu, październiku, listopadzie 2026. Na 70. sezon artystyczny obowiązuje nowy cennik, ale... Do końca sierpnia nasze karty upominkowe można jeszcze nabyć w dotychczasowej cenie.

Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Henryka Kańciaka – znakomitego artysty tancerza, solisty bydgoskiej sceny baletowej, który przez wiele lat był związany z naszym teatrem operowym.

To było najgorętsze zakończenie sezonu artystycznego w historii bydgoskiej Opery! Na scenie panowała wysoka temperatura uczuć i emocji, na widowni – entuzjazm Publiczności porwanej energią muzyki George'a Gershwina i historią wytańczoną w balecie Krzysztofa Pastora „Amerykanin w Paryżu”, który był ostatnim spektaklem dla naszego wieloletniego solisty Krzysztofa Górskiego. A poza gmachem teatru... żar lał się z nieba – termometry pokazywały niemal 40°C w cieniu!