„Podróż zimowa”, która wydarza się tu i teraz”. Rozmowa z Januszem Żakiem i Rozalią Kierc

„Podróż zimowa”, która wydarza się tu i teraz”. Rozmowa z Januszem Żakiem i Rozalią Kierc

„Podróż zimowa”, która wydarza się tu i teraz”. Rozmowa z Januszem Żakiem i Rozalią Kierc

„Podróż zimowa”, która wydarza się tu i teraz”. Rozmowa z Januszem Żakiem i Rozalią Kierc

Schubertowska „Winterreise” w połączeniu z poezją Barańczaka staje się w Operze Nova opowieścią o człowieku XXI wieku - zagubionym, przeciążonym, poszukującym sensu. Janusz Żak i Rozalia Kierc stworzyli spektakl, który przekracza ramy recitalu i przenosi pieśni w przestrzeń korporacyjnej codzienności. W rozmowie z nami zdradzają, jak rodził się niezwykły duet Podróżnika i Białości, czego nauczyła ich praca nad tym materiałem i jaką podróż chcą Państwu zaproponować. Premiera „Podróży zimowej” na naszej scenie kameralnej już 4 grudnia o godz. 18!

Fot. Justyna Narewska

Kto kogo zainspirował do tego, by przenieść na scenę „Podróż zimową” z tekstami poetyckimi Stanisława Barańczaka do muzyki Schuberta - śpiewak pianistkę czy pianistka śpiewaka operowego?

Rozalia Kierc: W zeszłym roku podczas Festiwalu „Muzyka w Willi Blumwego” w Operze Nova wystąpiliśmy wspólnie z recitalem „Ależ tak, pamiętam…”, poświęconym Czesławowi Miłoszowi. Po tym koncercie zaczęliśmy rozmawiać o pomyśle zainscenizowania cyklu „Podróż zimowa” i od tego momentu wiedzieliśmy oboje, że zrobimy wszystko, aby przenieść „Podróż zimową” na scenę. Marzyłam o tym od ponad dekady. Od czasów liceum mam niemal obsesję na punkcie wierszy Barańczaka – ten spektakl jest spełnieniem moich artystycznych marzeń.

Janusz Żak: Połączyliśmy muzykę Schuberta z doskonałymi tekstami Barańczaka oraz naszą ogromną potrzebą, by wyjść poza tradycyjną formę recitalu i stworzyć teatr pieśni. W tym spektaklu puszczamy wodze wyobraźni, korzystając z wielu skojarzeń i odwołań. Przy realizacji spektaklu poprosiliśmy o pomoc  świetnych twórców: kostiumy zaprojektowała Martyna Kander, choreografią zajęła się solistka Baletu Opery Nova Angelika Wojciechowska, projekcje multimedialne przygotowała Rozalia z pomocą Justyny Narewskiej, za efekty dźwiękowe odpowiada Agnieszka Ciarkowska z operowej pracowni akustyków, oświetli nas natomiast Krzysztof Forgiel. Mamy ogromną pomoc Działu Technicznego oraz asystentki reżysera Doroty Borowicz - możemy wykorzystać potencjał sceny i dać równocześnie impuls do częstszej obecności kameralnych form teatralno-muzycznych w Operze Nova.

Dodajmy, że Rozalia jest również autorką oficjalnego plakatu, zapowiadającego bydgoską premierę „Podróży zimowej”.

Rozalia Kierc: Mam to szczęście, że jestem też grafikiem, więc mogę przygotowywać materiały wizualne do własnych projektów. W mojej wyobraźni połączenie muzyka-obraz jest bardzo silne i przychodzi mi naturalnie. Plakat do „Podróży” jest dość dosłowny, przedstawia rozdarcie protagonisty między dwoma światami, a zgniecenia świadczą o „zmęczeniu materiału”. Chciałam, aby plakat wyglądał jak okładka dobrej książki.

Wasza „Podróż zimowa” rozgrywa się w przestrzeni biurowej XXI wieku. Czy taka korporacyjna sceneria okazała się naturalnym środowiskiem dla tekstów Barańczaka?

Janusz Żak: Tak, ponieważ te teksty są bardzo mocno zakorzenione w rzeczywistości współczesnej Barańczakowi i mimo, że powstały 30 lat temu, nadal brzmią aktualnie. Mówią o zagubieniu człowieka w natłoku obowiązków i w świecie nieustannie bombardującym nas informacjami. Biurowa sceneria okazała się ciekawym przeniesieniem tej metaforycznej „utraty drogi w śniegach” do współczesnego „zagubienia w szumie XXI wieku”.

Rozalia Kierc: Korporacyjność daje tu metaforę zniewolenia, w które człowiek próbuje się wpasować. Barańczak pisze właśnie o tym: o duszy uwięzionej w rzeczywistości pełnej konfliktów, korupcji, nawet o kryzysie klimatycznym. Jego wiersze - napisane trzy dekady wcześniej są boleśnie aktualne. Muzyka Schuberta jest ponadczasowa, wiersze również, dlatego to połączenie działa.

W spektaklu nie prezentujecie recitalu, lecz teatr pieśni. Jako pianistka, wcielasz się jednocześnie w rolę sceniczną Białości. Kim lub czym jest ta postać?

Rozalia Kierc: Inspiracją była nowela Jona Fossego „Białość”. U Fossego Białość symbolizuje śmierć – chłód, który stopniowo odbiera człowiekowi życiowe funkcje. My ujęliśmy to bardziej metaforycznie: Białość jest pokusą wolności, pragnieniem nieograniczoności. Początkowo moja postać przypomina oziębłą szefową, która zniewala Podróżnika. Ale w trakcie spektaklu zarówno Podróżnik, jak i Białość przechodzą przemianę. Ich prawdziwe oblicza ujawniają się dopiero w drugiej części spektaklu.

Jak odnajdujesz się w podwójnej roli muzyczki i bohaterki scenicznej?

Rozalia Kierc: To właściwie rola potrójna, poczwórna…, bo każde z nas przyjmuje na siebie liczne zadania, których nie spotyka się w tradycyjnym ujęciu współpracy wokalista–pianista. I to jest cudowne! Ekspresja przez muzykę to tylko część tego, co chciałam robić jako artystka. W tym spektaklu mogę realizować marzenie: współtworzyć teatr pieśni z bliskim przyjacielem, bez wstydu, bez ograniczeń typowych dla tradycyjnego modelu współpracy wokalista–pianista.

Fot. Justyna Narewska

A fortepian? Jest towarzyszem, przeciwnikiem Podróżnika, czy może narratorem jego losu?

Janusz Żak: Muzyka prowadzi tę wędrówkę do przodu, jakby cała podróż była zapisana w nutach. W tym sensie Białość jest kimś na kształt losu: siły, która zna kroki Podróżnika wcześniej niż on sam.

Rozalia Kierc: Białość jest nieunikniona.

Janusz Żak: Tak – absolutnie nieunikniona.

Rozalia Kierc: A jeśli chodzi o fortepian – na początku spektaklu jest narzędziem pracy, jak komputer. Później staje się przedłużeniem mnie. Odczłowieczam się, a muzyka staje się moją ekspresją.

Podróżnik to również złożona rola. Jak ją budujesz?

Janusz Żak: Chciałbym, by Podróżnik był postacią, w której widz może się przejrzeć. To „everyman”, którego przeżycia – choć bardzo osobiste – są uniwersalne. Każdy zinterpretuje teksty Barańczaka po swojemu, ale wszyscy jesteśmy w jakiejś wędrówce przez świat, który bywa nieprzychylny. Mam nadzieję, że widzowie będą Podróżnikowi kibicować.

Czy jest pieśń, którą wskazalibyście jako emocjonalny rdzeń spektaklu?

Rozalia Kierc: Największą siłą cyklu jest proces, nie punkt kulminacyjny. Tu nie chodzi o moment, lecz o ciągłość. Te pieśni są jak nieustanna droga. Choć mam swoją ulubioną pieśń - siódmą, „Fałszerza”. Mogłabym grać ją 30 razy pod rząd.

Janusz Żak: Ta pieśń pokazuje poczucie zawodu, które towarzyszy bohaterowi od samego początku. I choć cykl jest poważny, ma w sobie trochę subtelnego dowcipu. „Fałszerz” w lekko ironiczny sposób odsłania ogrom codziennych ludzkich zmagań.

Fot. Justyna Narewska

Jakie najważniejsze odkrycie przyniosła Wam praca nad tym spektaklem?

Janusz Żak: Wokół „Winterreise” narósł mit, że to materiał dla dojrzałych wykonawców – rodzaj rozliczenia z życiem. A przecież Schubert napisał go, nie mając trzydziestu lat. Zrozumieliśmy, że nie ma sensu czekać. To materiał, który będzie z nami wzrastał. To nasza pierwsza „Podróż”, ale na pewno nie ostatnia.

Rozalia Kierc: Przy tym spektaklu odkryłam, na jak głęboki poziom współpracy można wejść. Rzadko pracuje się w sposób, w którym koncepcje rodzą się niemal równocześnie, bez potrzeby dopowiadania. Ta bliskość twórcza, produkcyjna i choreograficzna jest dla mnie czymś niezwykłym. Uczę się też reżyserii – w bardzo kameralnym formacie, ale jednak. W tym spektaklu wszystko jest interakcją, nic nie dzieje się osobno.

Jakich emocji chcielibyście dostarczyć widzom?

Janusz Żak: Proponujemy widzom podróż w głąb siebie. Posługując się metaforą lustra – bohaterowie przeglądają się w sobie, a widz w nich. Chcielibyśmy, by widzowie poczuli, że w swojej własnej podróży nie są sami.

Rozalia Kierc: Staramy się romantyzować codzienność, pokazać, że nawet „estetyka brzydoty” może stać się czymś pięknym. Podróżnik jest każdym z nas – zwykłym człowiekiem. Dodamy też kilka lokalnych akcentów. Chcemy pokazać, że ta szarość, ta zima u progu, potrafi być piękna.
 

Wspomnieliście o lokalnych akcentach…

Rozalia Kierc: Jest jedna pieśń, która będzie mrugnięciem okiem do bydgoskiej publiczności. Ta „Podróż” nie dzieje się na Antarktydzie — może być trzema przystankami tramwajowymi.

Janusz Żak: Albo podróżą w fotelu biurowym…

Rozalia Kierc: Podróżą windą…

Janusz Żak: Podróż ma wiele znaczeń.

Rozalia Kierc: A jej cel nie jest najważniejszy.

Fot. Justyna Narewska

„Najgorsze w tej zimie jest to, że zawsze noszę ją ze sobą”. „Podróż zimowa” to bardziej historia o samotności czy o poszukiwaniu kontaktu?

Janusz Żak: Zdecydowanie o poszukiwaniu kontaktu. Samotność może mieć wiele znaczeń.

Rozalia Kierc: Mam wrażenie, że Podróżnik chętnie pozbyłby się swojej szefowej (śmiech). A na poważnie: Barańczak pokazuje pewien sentyment do samotności. To samotność rozumiana jako bycie ze swoimi myślami, a nie z myślami narzuconymi. Podróżnik tęskni za byciem z dala od zgiełku.

Janusz Żak: A jak sobie z tym radzi – to już inna kwestia…

Rozalia Kierc: Raz lepiej, raz gorzej – częściej gorzej. Ale bardzo pragnie poznać siebie poza pracą, która zdominowała jego tożsamość.

Janusz Żak: I to jest piękne w twórczości Barańczaka: im głębiej w nią wchodzimy, tym więcej odkrywamy.

Jak zaprosilibyście Publiczność na premierę „Podróży zimowej”, która już 4 grudnia w Operze Nova?

Janusz Żak: Zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby doświadczyć formy wciąż rzadko spotykanej – teatru pieśni. To intymne spotkanie z muzyką, poezją i podróżą od romantyzmu do współczesności.

Rozalia Kierc: I możemy zagwarantować jedno: będzie to spektakl innowacyjny. Włożyliśmy w niego swoje serca. Każdy widz wyjdzie z własną, niepowtarzalną konkluzją. Każda będzie dobra. To materiał tak uniwersalny, że ma potencjał, by poruszyć każdego. Zapraszamy serdecznie!

Rozmawiała Justyna Tota, Opera Nova w Bydgoszczy

Bilety na spektakl „Podróż zimowa” w kasie Opery Nova oraz w sprzedaży online TUTAJ.