Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Od pracowni do sceny - „Łucja z Lammermooru” tuż przed premierą

Na scenie Opery Nova stanęła już scenografia, a artyści rozpoczęli próby sceniczne do pierwszej bydgoskiej inscenizacji „Łucji z Lammermooru” Gaetana Donizettiego. Równolegle, za kulisami, w naszych pracowniach trwają ostatnie przygotowania do premiery - to właśnie tam powstawały kostiumy, rekwizyty i detale, które już za chwilę ożyją w spektaklu. Premiera 25 kwietnia - na inaugurację XXXII Bydgoskiego Festiwalu Operowego!


W pracowni szewskiej króluje zapach skóry i rytmiczny stukot młotków. Powstają tu buty przeznaczone dla myśliwych sprzed kilku wieków. Wykonywane głównie z naturalnych skór, o fakturach przypominających leśne powierzchnie, celowo „postarzane” i brudzone, jakby przeszły dziesiątki kilometrów przez błoto, góry i leśne ścieżki.

Niektóre modele obuwia zostaną dodatkowo wykończone kożuchem, inne nawiążą do egzemplarzy dostępnych już jedynie z muzealnych zbiorów. Dla tytułowej Łucji powstają lekkie, skromne skórzane sandałki – subtelny kontrapunkt wobec cięższych, „leśnych” modeli.

Pan Krzysztof w naszej pracowni szewskiej jest specjalistą od cholewek  Fot. Simona Skrebutėnaitė

Choć projekty wyznaczają kierunek, rzemieślnicy mają przestrzeń na własną interpretację - oczywiście tę mieszczącą się w granicach wizji Thaddeusa Strassbergera.

Efekty pracy robią wrażenie: aż 80 par butów (na jedną obsadę) dla chóru, tancerzy i solistów, którzy w trakcie inscenizacji zmieniają kostiumy kilkukrotnie. Wykonanie jednej pary butów z wysoką cholewką zajmuje około pięciu dni - praca rozdzielona jest precyzyjnie: jeden szewc tworzy cholewkę, pozostali odpowiadają za podeszwy. 

Skórzane sandałki dla Łucji  Fot. Simona Skrebutėnaitė

Kapelusze niczym dzieła sztuki

W pracowni modystycznej dzieje się magia! Nasze modystki niczym czarodziejki tworzą nakrycia głowy, które śmiało można nazwać dziełami sztuki. Powstało ich tu aż 110 – od kapeluszy wraz z trenami po czapki i fantazyjne konstrukcje.

Szczególne miejsce zajmują kapelusze damskie inspirowane epoką wiktoriańską – czarne, bogate w ozdoby, klasyczne, a jednocześnie unikatowe. Każdy z 27 modeli jest inny, bo każda z modystek interpretuje projekty po swojemu. Do każdego z kapeluszy powstał także ręcznie szyty i zdobiony czarny welon, w których artystki chóru pojawią się w scenie konduktu żałobnego, podczas gdy panowie założą eleganckie cylindry.

Fot. Simona Skrebutėnaitė

Jak przyznają nasze modystki, tworzenie kapeluszy to sztuka kreatywności i cierpliwości. Materiał najpierw naciąga się na formę i pozostawia do wyschnięcia – od jednego do dwóch dni. Całość, wraz z dekoracją, zajmuje średnio trzy dni. W ruch idą koronki, pióra (strusie, kogucie, a nawet tzw. „marabuta”), organtyna, satyna czy tiule. Co ważne, wykorzystywane są wszelkie resztki materiałów - koronki są wycinane, usztywniane lakierem i precyzyjnie naszywane, często na fiszbinach.

To samo dotyczy innych detali: pióra z boa znalezionych w operowych magazynach po koncertach sylwestrowych zyskują nowe życie na scenie. W kreatywnych rękach po prostu nic się nie marnuje! 

Panie modystki Agnieszka i Anna przy tworzeniu kapeluszy i żałobnych welonów dla chóru żeńskiego do naszej premiery „Łucji z Lammermooru”  Fot. Simona Skrebutėnaitė


Dla Łucji zwinne palce naszej modystki Katarzyny przez tydzień najpierw precyzyjnie wygniatały i formowały białe jak perły róże, by następnie upleść z nich bukiet i ślubny wianek. Innym z nakryć głowy głównej bohaterki jest futrzany toczek.

W scenie polowania artyści chóru jako myśliwi założą nakrycia głowy stylizowane na wilcze trofea z realistycznymi maskami. 

Pani Katarzyna w operowej pracowni modystycznej  prezentuje wilcze nakrycie głowy       Fot. Simona Skrebutėnaitė

Wszelkie kapelusze, czapki czy wianki powstają w ścisłej współpracy z naszymi perukarkami. Dlaczego? Bo każde nakrycie musi być idealnie dopasowane – do głowy wraz z peruką.

tkały kosmyk po kosmyku

Każda z solistek przygotowujących się do roli Łucji ma swoją perukę wykonaną od podstaw. Jej bazą jest delikatna siateczka o oczkach wielkości ziarenek piasku, przez które przeciąga się – kosmyk po kosmyku. Tak właśnie „tka się” perukę. To praca w pełni ręczna, wymagająca ogromnej precyzji i wielu godzin skupienia.

 Panie Anita i Alicja (na zdjęciu) - podobnie jak dwie Małgorzaty, koleżanki po fachu - ręcznie utkały peruki m.in. dla rudowłosej Łucji czy postaci Alisy   Fot. Simona Skrebutėnaitė

Prace nad perukami do kwietniowej premiery Łucji z Lammermooru rozpoczęły się już na początku roku. Z naturalnych, wcześniej preparowanych i farbowanych na rudy odcień włosów powstała długa, lekko falowana fryzura tytułowej bohaterki.

Wyróżnia się także peruka Alisy, wróżki i przyjaciółki Łucji – utkano ją ręcznie z włosia zwierzęcego, a dokładnie z tybetańskiego jaka. Długie, siwe pasma zdobią warkoczyki i piórka. Inspiracją były fryzury wikingów. Z tego samego rodzaju włosia powstała również peruka duchownego Rajmunda.

Chór żeński i balet korzystają z peruk sztucznych, jednak one także wymagały ogromnej pracy wykonanej przez dwie perukarki Małgorzaty - od podstaw ułożyły włosy w stylu edwardiańskim.

Tkanie peruk to całkowicie ręczna praca  Fot. Simona Skrebutėnaitė

Nasze perukarki, Alicja i Anita, są jednocześnie charakteryzatorkami – a przed nimi stoi nie lada wyzwanie. Nie chodzi tylko o „krwawe” sceny obłędu Łucji, ale też o metamorfozy. Postać Alisy wymaga, na przykład, postarzenia młodych śpiewaczek o… dobre 50 lat. To trudna sztuka - nie tylko technicznie, ale i emocjonalnie. Bo tak radykalna zmiana wyglądu nie zawsze idzie w parze z dobrym samopoczuciem. Dlatego dobra charakteryzatorka musi być także uważnym psychologiem.

W pracowni, na jednej z szafek, wisi kartka z gęsto zapisaną tabelą – co do minuty rozpisanym przebiegiem spektaklu. Kto i kiedy wchodzi na scenę, ile jest czasu na zmianę kostiumu...

– Po raz pierwszy spotkałyśmy się z taką precyzją u realizatora, który łączy kilka funkcji. Thaddeus Strassberger wie, czego chce – ma wizję, którą pozwala nam współtworzyć. Jak sam mówi, buduje świat spektaklu, do którego musimy wejść razem z nim – mówią charakteryzatorki.

Kostiumy jak emocje bohaterów

W pracowni krawieckiej kostiumy praktycznie gotowe – przymiarki są już na finiszu. Dominują naturalne materiały: len, bawełna, jedwab, a także faktury inspirowane naturą – leśne, organiczne, pełne życia. 

Uwagę przyciągają elementy kwiatowe haftowane na tiulu, ale też cekinowe koronki czy „mikrolusterka”, zdobiące ślubny płaszcz Łucji. Błyszczą również fraki ślubnych gości. Po futrach (sztucznych!) poznać można stroje myśliwych.  

Pani Wioleta przy ostatnich poprawkach po przymiarkach kostiumów Fot. Simona Skrebutėnaitė

Marynarka z charakterystycznymi kwadratowymi guzikami, biała koszula, kamizelka, muszka (u nas będzie musznik!), kilt z wełny tartanowej, sporran, pas z klamrą, skarpetki, podwiązki i bagnet, do tego chusta przewieszana przez ramię i pas z ozdobną klamrą oraz wiązane buty – tak mniej więcej prezentuje się kompletny tradycyjny strój męski, jaki został zamówiony prosto ze Szkocji. Zobaczymy w nim zarówno brata Łucji - Enrico, jak i Arturo.

Na potrzeby naszej inscenizacji – dla wszystkich trzech obsad spektaklu, które przebierać się będą kilkakrotnie – jest blisko 160 kostiumów. Każdy oddający charakter i emocje postaci.

Wrażenie robi obszyty białym futerkiem olbrzymi, zimowy płaszcz Łucji, jaki został wykonany z jasnej tafty szantungowej, której określony odcień sprawił, że był to jeden z najbardziej poszukiwanych materiałów! Nie mniej czasu zajęło też jego uszycie.

Inną dość długo poszukiwaną materią były lekkie, drobno kwieciste i utrzymane w pastelach koronki do strojów tancerek. Odpowiednie zostały wyszukane dopiero w Anglii.

Thaddeus Strassberger z zespołem pracowni krawieckiej Opery Nova  Fot. Simona Skrebutėnaitė

Zielone suknie i płaszcz niczym mech to domena wróżki Alisy i tylko jeden ozdobny detal subtelnie sugeruje, że nie jest to zwykła kobieta z lasu.

Odcienie stroju – nie tylko Alisy – to efekt pracy naszej farbiarki, Pani Basi, która niczym operowa alchemiczka wydobywa charakter kostiumów poprzez ich barwienie, patynowanie i celowe „postarzanie”. To właśnie w farbiarni tkaniny przechodzą prawdziwą metamorfozę – zbyt jasne materiały zyskują głębię, a nowe kostiumy zaczynają wyglądać jak noszone od lat. Często proces ten wymaga wielu powtórzeń: lniane peleryny czy wełniane płaszcze były farbowane nawet czterokrotnie, by osiągnąć odpowiedni odcień, a halki – zanurzane i suszone raz po raz – aby zachować lekkość i zwiewność.

Nie brakuje też bardziej wymagających zabiegów: odbarwiania grubych tkanin, tworzenia płynnych przejść kolorystycznych czy ręcznego nanoszenia plam i zabrudzeń - a w przypadku myśliwych także śladów krwi. Każdy detal ma znaczenie, dlatego część kostiumów była najpierw celowo „niszczona” w praniu, by oddać surowość życia bohaterów. Farbowanie odbywa się w wysokich temperaturach, przy użyciu specjalistycznych barwników, które wnikają głęboko w strukturę tkaniny – to proces wymagający siły, precyzji, ale też kreatywnej odwagi popartej doświadczeniem.

Jak zdradziła nam Pani Basia, swój udział w tym etapie prac miał również reżyser i jednocześnie kostiumograf – to właśnie on osobiście „pokrwawił” kostiumy Łucji i Arturo do sceny obłędu głównej bohaterki.

Dzięki tej pracy kostiumy w farbiarni zyskują nie tylko kolor, ale i historię – a sceniczny świat „Łucji z Lammermooru” staje się jeszcze bardziej prawdziwy.

Reżyser  jako autor kostiumów był obecny przy każdej z przymiarek  Fot. Simona Skrebutėnaitė

Również w naszej operowej pracowni krawieckiej chwalą sobie bardzo współpracę z Thaddeusem Strassbergerem, który jako reżyser i jednocześnie kostiumograf oraz scenograf szuka rozwiązań, jakie ułatwiają pracę wszystkim.  

- Thaddeus był obecny przy każdej przymiarce, a gdy trzeba było, sam chwytał za nożyczki, przycinał materiał, dodawał różne elementy do kostiumów. Reżyserując spektakl, on wie, jak kostium ma nie tylko wyglądać, ale i sprawdzać się na scenie. To ogromny plus i ułatwienie dla nas - przyznają zgodnie nasze krawcowe i krawiec.

świat między naturą, człowiekiem a bel canto

Równolegle, w pracowniach na Ludwikowie, powstawała scenografia - przestrzeń, która stanie się areną dla emocji. Na scenie pojawią się żywioły ogień, śnieg, ruch i światło, a także lustra, które nie tylko budują przestrzeń, ale i symbolizują strukturę bel canta – pełną powtórzeń, napięć i odbić emocji.

Thaddeus Strassberger z zespołem naszych plastyków Fot. Simona Skrebutėnaitė

Na scenie będą także ruchome elementy - niczym tajemnicze skrzynie, które w zależności od kontekstu akcji mogą zmieniać swe znaczenie: od ołtarzy po groby. To scenografia w ciągłym ruchu, tak jak emocje bohaterów.

Nasze zespoły techników oraz plastyków zamontowały na scenie wielkoformatowe płótna z krajobrazem, inspirowanym surowymi górzystymi terenami Szkocji. Malowidła powstały spod ręki mistrza włoskiego malarstwa scenicznego - Paolino Libralato.

Fot. Simona Skrebutėnaitė

Ważnym elementem wizualnym jest również obraz Josepha Wrighta of Derby zatytułowany Eksperyment z ptakiem w pompie powietrznej (1768) - symboliczna opowieść o granicy między poznaniem a okrucieństwem. Obraz ten dla reżysera stał się jednym z kluczy do interpretacji „Łucji z Lammermooru”.

Tekst: Justyna Tota

Fot. Simona Skrebutėnaitė